Life’s Road (LP)

MLWZ – Life’s Road
Rockhard.PL – Life’s Road

MLWZ – Life’s Road

Ten album to coś dla zwolenników psychodelicznej odmiany stoner rocka. Rzecz być może nie z tyle progresywnej, co wysokiej półki, zawierająca 9 zgrabnych i naprawdę nieźle prezentujących się utworów.

Grupę Three Seasons tworzą: były wokalista grupy Siena Root, Sartez, który śpiewa i gra na gitarach, Olle gra na basie, a Christian na perkusji. I choć brzmienie tria jest jak najbardziej współczesne, to słuchając ich muzyki mam nieodpartą chęć napisać, że przypomina mi ona twórczość Deep Purple, Led Zeppelin, Jimi Hendrixa, The Doors, Free i Gov’t Mule. Rozliczne porównania cisną się do głowy same, gdyż takie utwory jak „Too Many Choices”, „Cold To The Bone” czy „Down To The Botton” to rockowe numery mocno podbarwione bluesem, a dłuższe kompozycje: „An Endless Delusion”, „Each To Their Own”, „Since Our First Day” i tytułowa „Life’s Road” świadczą o muzycznej dojrzałości i  „klasycznych” pomysłach kompozycyjnych członków zespołu .

W tej ostatniej z wymienionych kompozycji, która zamyka płytę, po raz pierwszy na planie pierwszym pojawiają się syntezatory, które przywodzą na myśl najstarsze dokonania Pink Floyd. Psychodeliczny rock miesza się tu z rhythm’n’bluesem i, co najważniejsze, w wydaniu grupy Three Seasons takie surowo brzmiące granie przywraca wiarę w umiejętności i zainteresowania młodych twórców rockowych. Muzyka tych trzech Szwedów napawa optymizmem. Przy użyciu prostych środków i niezbyt skomplikowanego instrumentarium w niesamowicie udany i umiejętny sposób wprowadzają odbiorcę w klimat klasycznego rocka wykonanego na naprawdę wysokim poziomie.

www.mlwz.ceti.pl

Rockhard.PL – Life’s Road

Czasami wystarczy najmniejszy drobiazg, rzec można przypadek, który wzbudza zainteresowanie i przyciąga na dłużej. Tak było w przypadku mojego kontaktu ze szwedzkim zespołem Three Seasons oraz ich debiutanckim krążkiem z 2011 roku pt. Life’s Road. Historia zaczęła się banalnie, bo na swoją skrzynkę e-mail otrzymałem długi, ponad jedenastominutowy utwór zatytułowany Each To Their Own, który wbrew całej swojej różnorodności przeniósł mnie mniej więcej w pustynne klimaty kreowane swego czasu przez Kyuss. A takiego skojarzenia po prostu nie wypada lekceważyć.

Three Seasons powstał w 2010 roku niejako na kanwie działalności innych zespołów, bowiem gitarzysta i wokalista Sartez Faraj wcześniej tworzył w Sienna Roots, a basista Olle Risberg i perkusista Christian Eriksson nagrywali w barwach Mouth Of Clay. Trio w swoim debiucie wydanym pod szyldem Transubstans Records zaoferowało trochę ponad godzinę nieregularnej, charakterystycznej i wieloodcieniowej muzyki rockowej. Wśród dziewięciu kompozycji zawartych na Life’s Road znalazły się zarówno trzy wielowątkowe i rozbudowane w progresywnym stylu utwory, jak i numery o wiele bardziej bezpośrednie, w mniejszej części radiowe, w większej podszyte muzycznymi rozmaitościami. Interesujące, że tego typu nagrania wykluły się w Szwecji, gdzie prym w szeroko pojmowanej muzyce rockowej i metalowej wiedzie scena death metalowa i rocka progresywnego. Tymczasem Three Seasons zaoferowali album, który wyszedł naprzeciw specyfice tamtejszego rynku. Nie ukrywam, że podpalony wieloma autonomicznymi, pustynnymi partiami Each To Their Own poszukiwałem na premierowym krążku trio podobnych fragmentów, ale może poza obszernymi fragmentami utworu tytułowego i Since Our Fist Day więcej skojarzeń z Kyuss nie odnalazłem. Tym niemniej w muzyce zawartej na Life’s Road znalazło się od groma innych fajnie wykorzystanych patentów. Wystarczy wspomnieć podszyty bluesem Down To The Bottom, tu i ówdzie jazzujący An Endless Deolusion, klasyczne hard rockowe Too Many Choices i Feel Alive, czy wręcz radiowy Cold To The Bone. Większa część sekcji instrumentalnej utrzymana jest w płynnej współpracy pomiędzy gitarą Faraja, basem Risberga i perkusją Erikssona, ale należy też wspomnieć, że w niektórych kompozycjach grupa podparła się instrumentami klawiszowymi oraz dodatkowymi strunami. Najmocniejszą stroną Life’s Road w mojej opinii jest zakończona sukcesem próba uchwycenia różnych muzycznych nurtów, co szczególnie dobrze zostało zarysowane w dziesięciominutnikach pełnych licznych zmian nastroju, znakomitych partii gitarowych sprawiających wrażenie improwizowanych oraz klimatycznych teł. Natomiast z drugiej strony miałem problem z zaakceptowaniem wokali Faraja, którego nadaktywność, szczególnie po dłuższych instrumentalnych improwizacjach, dosyć skutecznie wytrącała z błogiego klimatu. Tym niemniej przy którymś z kolei odsłuchu zdążyłem się przyzwyczaić, a nawet polubić ten charakterystyczny głos.

W sumie wyszło tak, że premierowy krążek Three Seasons mogę absolutnie wpisać do grupy bardzo udanych albumów wydanych w 2011 roku. Pewnie czas zweryfikuje, na ile to “bardzo udane” utrzyma się w moich głośnikach, ale już teraz odnoszę wrażenie, że przy kolejnych odsłuchach Life’s Road odkrywam zupełnie nowe emocje. I choć szwedzkie trio dosyć trudno nazwać klasycznymi debiutantami, to ich dziewiczy album pod szyldem Three Seasons powinien zajmować czołowe miejsca w rankingach z kategorii “Najlepszy Debiut Roku”.

Oficjalna strona zespołu: www.threeseasonsmusic.com

Konrad Sebastian Morawski
sierpień 2011

9/10

www.rockhard.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

10 − nine =